Jestem zła. Jestem wściekła. Jestem bezradna. Mam dość, dość już wszystkiego. moje nerwy napięte są jak postronki. Nie mam przy sobie bratniej duszyczki, której mogłabym się wyżalić i wypłakać do rękawa a Wam moi Kochani jeszcze ciężko się tak wyspowiadać na dzień dobry. Już raz przejechałam się na pseudo przyjaciółeczce.
Mężowi raczej nie - nie chcę z nim rozmawiać i denerwować również jego swoimi ( naszymi ) problemami bo odkąd pamiętam zawsze mieliśmy pod górkę. Zawsze.
Co z tego, że jesteśmy zdrowi, że mamy siebie, że się kochamy.
Wiem wiem - mamy to co najważniejsze - a jednak...
Do tego dochodzą jeszcze jakieś waśnie z sąsiadami ( wariatami i pijakami ) tak tak nawet na wsi jako sąsiad znajdzie się jakaś zakała na którą nie ma mocnych. Nie mam sił już z nimi się odzywać choć nie jestem osobą konfliktową i konfliktów unikam jak ognia. Ale oni ?
Jeszcze jak są trzeźwi to da się wytrzymać - nie odzywają się i jest błogi spokój ale jak się nachleją to w słownictwie nie przebierają.
Jestem cierpliwa ale kiedyś cierpliwość się skończy.
Wybaczcie mi tę chwilę słabości. Ona nadal trwa a nie będę Was zanudzać swoimi problemami. Fajnie się tak komuś wygadać - choć troszkę, lżej na duszy się robi.
Spokojnej nocki życzę :)
