Obserwatorzy

Google+ Followers

wtorek, 13 marca 2012

Papierowa wiklina

Swoją przygodę z papierową wikliną zaczęłam od podglądania blogów, forów i innych stronek dotyczących zabawy z gazetą :)
Zanim nauczyłam się skręcać rurki to mnóstwo gazet wylądowało w piecu. Pierszym blogiem, który zaszczepił we mnie ziarenko było   http://szuwarkowezacisze.blox.pl/html

I tak oto powstał mój pierwszy koszyczek


Trochę koślawy a koślawy dlatego, że pierwszy.

 Kolejne były już o niebo lepsze :) chociaż i im brakowało wiele do ideałów tych, których naoglądałam się tak wiele.




Z kolejnych dwóch byłam już troszkę bardziej zadowolana, byly równiejsze i wydawały się dużo ładniejsze od poprzednich.





A, że jestem niecierpliwa i chcąca spróbować wielu technik to w następnym koszyczku wykorzystałam również metodę decoupage.
Nie zdobiłam jeszcze  koszyczka tą metodą ale co tam, na błędach się uczymy więc zrobiłam jak umiałam :)


Jeszcze  koszyczek, tym razem kwadratowy i kręcony ósemkowo ozdobiony wstążeczką





I serducho, które do dziś nie zostało pomalowane :):):)



Oceny pozostawiam oglądającym.
Za wszelkie uwagi będę wdzięczna :)






6 komentarzy:

Anna pisze...

Doszłaś już do niezwykłej wprawy :)
Mój pierwszy koszyczek miał podobną wielkość i nawet wyglądał podobnie.
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

edyta-sylwia pisze...

Jestem pod ogromnym wrażeniem!!! Jak dla mnie wszystkie wyglądają super, ten pierwszy też, i niczego mu nie brakuje.

MAKIN pisze...

Najważniejsze to się nie poddawać:) ja też trzymam do dziś swoje pierwsze nieudane koszyczki - może są trochę koślawe :) ale nie zapomnę jaka byłam z nich dumna :) Twoje koszyczki są naprawdę świetne, bardzo mi się podoba ten biały, ślicznie ozdobiłaś dno :) pozdrawiam cieplutko i czekam na kolejne prace :)

BluReco pisze...

Po tym pierwszym wcale nie widać, że jest pierwszy! Mnie się najbardziej dwa ostatnie podobają, a zwłaszcza serducho - oczywiście dlatego, że nie pomalowane. Ja bym jeszcze tylko z dnem zaszalała, żeby też plecione było ;)

Morrora pisze...

Blogspot czasami faktycznie potrafi nieźle nastraszyć. Zwłaszcza z tym niby usunieciem bloga.

Kurczę, zakochałam sie w białym koszyku z konwaliami. Ja za żadne skarby nie mogę sobie dac rady ze skręcaniem rureczek z papieru.Zawsze mi się rozchodzą. A szkoda, bo gazet do przetworzenia mam multum.

Monika pisze...

Inka te Twoje pierwsze prace wcale nie wyglądają na pierwsze:) Są bardzo ładne:) a ten zajączek z ogonkiem ho ho po prostu cudo:)
Pozdrawiam i dziękuje za bardzo miłe komentarze:)